Zinedine Zidane stawia na Hiszpanów

Francuz Zinedine Zidane stawia na zwycięstwo Hiszpanii w piłkarskich mistrzostwach świata w RPA. Podkreśla, że to wybór racjonalny - głowy, a nie serca.
- Gdybym słuchał głosu serca, oczywiście postawiłbym na Francję i dodał, że Algieria także może zrobić wiele dobrego. Realna ocena sił drużyn każe mi uznać Hiszpanię za faworyta. Mówię to bez zawahania, bo Hiszpania w ostatnich latach stworzyła wspaniały, wielki zespół - powiedział były kapitan reprezentacji Francji, syn emigrantów z Algierii.


Zidane był kluczowym zawodnikiem Trójkolorowych, gdy Francja sięgnęła po mistrzostwo świata w 1998 roku i dwa lata później po mistrzostwo Europy. Hiszpanie to aktualni mistrzowie Europy.

Krytyczne głosy w Bułgarii po meczu z Polską

Bułgarzy krytykują postawę swojego zespołu w przegranym 0:2 spotkaniu z Polską w Warszawie. - Był to co prawda mecz towarzyski, ale mimo wszystko powinniśmy bronić prestiżu kraju - powiedział Szef Bułgarskiego Związku Piłki Nożnej Borysław Michajłow.
Michajłow stwierdził, że był to potrzebny sprawdzian, ale wyniki okazały się złe. - Ponownie dopuściliśmy się błędów w obronie i pozwoliliśmy rywalom na kontrataki. Był to co prawda mecz towarzyski, ale mimo wszystko powinniśmy bronić prestiżu kraju. Nie mogę jednak powiedzieć, że piłkarze nie starali się.

Szef zawodowej ligi piłkarskiej Walentin Michow uważa, że Bułgarzy nie grają zespołowo, a drużynie brakuje strategii. - Nie znam nazwiska żadnego z polskich piłkarzy. Nasi są znani. A jednak wynik okazał się taki, jaki jest, przegraliśmy. Nie jestem optymistą, jeśli chodzi o przyszłość - powiedział Michow.

Według bułgarskiej telewizji, mecz w Warszawie tylko potwierdził to, o czym mówi się od dawna: reprezentacja bułgarska jest podzielona na zawodników krajowych i zagranicznych, na ubogich i bogatych. Ci, którzy grają za granicę i zarabiają dużo, patrzą z wysoka na swoich kolegów z krajowej ligi i do współpracy między nimi praktycznie nie dochodzi.

Komentator telewizyjny uważa, że zły stan murawy na stadionie Polonii nie może być żadnym usprawiedliwieniem dla bułgarskich piłkarzy. - Przecież Polacy grali na tym samym boisku i to im nie przeszkadzało - podkreślił.
Zakłady bukmacherskie

Boston znów lepszy od Charlotte Bobcats

Boston Celtics po raz trzeci w tym sezonie okazali się lepsi od Charlotte Bobcats, pokonując rywali, tym razem przed własną publicznością 104:80. "Celtów" do sukcesu poprowadził zdobywca 27 punktów Paul Pierce. Trzy razy zza linii 6,25 m trafił Nate Robinson.
Wśród gości, którzy przegrali piąty mecz z sześciu ostatnich, wyróżnił się z dorobkiem 15 punktów i 10 zbiórek Tyrus Thomas.

Po raz czwarty z rzędu meczu nie wygrali koszykarze Philadelphia 76ers. W środę pokonali ich wiceliderzy Southeast Division Atlanta Hawks 112:93. 21 punktów dla "Jastrzębi" rzucił Marvin Willimas, a o jeden mniej Jamal Crawford. 30 punktów to dorobek najlepszego wśród pokonanych Lou Williamsa.

Najgorszy zespół ligi New Jersey Nets nadal na koncie ma tylko sześć zwycięstw w 60 spotkaniach. W East Rutherford pokonali ich w środę liderzy Central Division Cleveland Cavaliers 111:92. As atutowy "Kawalerzystów" LeBron James zdobył 26 punktów i miał 14 asyst. Zastępujący kontuzjowanego Shaquille O'Neala J.J.Hickson, podobnie jak James z dubletem - 20 punktów i 13 zbiórek. To ósma z rzędu porażka Nets z Cavaliers.

Nie wiedzie się ostatnio Detroit Pistons. Piątej porażki z rzędu doznali w nowojorskiej Madison Square Garden z tamtejszymi Knicks - 104:128. W pierwszym meczu w karierze w NBA Bill Walker z Knicks zdobył 22 punkty. Po 16 punktów rzucili dla "Tłoków" Tayshaun Prince i Rodney Stuckey.
Efortuna zakłady bukmacherskie efortuna efortuna

Życzenie śmierci, granatowe Orły i kartoflisko

Spotkanie Polska - Bułgaria było kolejnym argumentem na to, że PZPN strzela sobie w kolano organizując na siłę mecze kadry w Warszawie. Przede wszystkim dlatego, że na trybuny przenosi się atmosfera wojny jaką prowadzi część kibiców z właścicielem Legii - ITI.
Gigantyczny ścisk przy bramach (wielu kibiców dostało się na stadion kwadrans po rozpoczęciu meczu), przypominająca kartoflisko murawa i bluzgi, jakimi obrzucali się kibice Legii (oni je zaczęli) i Polonii, a także Orły w granatowych barwach - to wszystko zepsuło piłkarskie święto, jakim powinien być każdy występ reprezentacji narodowej.

Zainteresowani występem Polski fani, a nie bluzgami na Legię, czy Polonię, dali wyraźnie do zrozumienia, że granatowe stroje z czerwono-białymi (nie biało-czerwonymi) rękawami im się nie podobają. Miały być szokującą kampanią marketingową sponsora (Nike), przystał na nie PZPN i selekcjoner Franciszek Smuda, okazały się jednak trafieniem kulą w płot.


"O kolorach białym i czerwonym o symbolach orła i korony" - przypominali fani z tzw. trybuny kamiennej. Zacytowali też na transparencie: "Konstytucja RP, artykuł 28: Barwy Rzeczpospolitej to biały i czerwony".

Warunkiem, jaki postawili Bułgarzy było zorganizowanie tego spotkania w mieście dysponującym lotniskiem. Właśnie dlatego odpadły Kielce. w Warszawie jednak - z uwagi na nienawiść między fanami Legii a Polonii, a także konflikt wewnątrz Legii (władze kontra część kibiców), a także z powodu stanu boiska to spotkanie również nie powinno się odbywać. Alternatywą mógł być Poznań, bo przecież na Bułgarską (jeszcze nie na wszystkie trybuny, ale jednak) wracają piłkarze Lecha. Może wówczas nie musielibyśmy się wstydzić przed Bułgarami za to, co się dzieje na trybunach i jak wygląda boisko.

Trzy czwarte stadionu wspierało Orłów głośnym dopingiem. Inicjował go "młyn" kibiców Polonii ulokowany na "kamiennej". Okazało się jednak, że poniżej godności dla zajmujących prawą stronę przeciwległej trybuny (tej z nowym zadaszeniem) legionistów było śpiewanie "Polska gola!" razem z kibicami-gospodarzami z Konwiktorskiej. Dlatego zwłaszcza w pierwszej połowie, gdy ci choć na moment umilkli rozlegało się "Polonia zawsze kur... jest". Pech chce, że po łacinie Polonia, to Polska. Tylko kogo spośród krzyczących ta haniebna konotacja obchodziła?

Najgorsze jest to, że w pewnym momencie I połowy mieliśmy kolejną odsłonę najciemniejszej strony konfliktu pseudokibiców Legii z ITI. Tej, w której ci pierwsi życzą śmierci właścicielowi ITI - Mariuszowi Walterowi. Gdy ochrona skonfiskowała legionistom obraźliwi transparent, ci wywiesili kolejny i zaczęli skandować "Jeszcze jeden!" (żeby nie było złudzeń, że chodziło o gola - działo się to przy stanie 0-0). Ten sam okrzyk pozbawieni skrupułów ludzie wznosili dzień po śmierci współwłaściciela ITI - Jana Wejcherta. "ITI! Spier...!" była zresztą pieśnią przewodnią dla grupy, która za wszelką cenę chciała zepsuć atmosferę tego meczu. I w sporej mierze jej się to udało.

Warto odnotować, że na Konwiktorskiej - mimo zimna - dobrze czuła się grupka kibiców Bułgarii. Zagrzewała swoich do boju okrzykiem: "Junacy! Bułgarzy!".
Poker gra Poker zasady poker.

Rozmiar tekstu: A A A Dużo łagodniejsza kara za doping dla Adriana Mutu

Zawieszony od stycznia za doping napastnik Fiorentiny, Adrian Mutu może wrócić na boiska Serie A. Okazuje się, że okres dyskwalifikacji Rumuna może wynieść jedyne cztery miesiące, zamiast czterech lat, o których mówiono wcześniej.


Mutu został zawieszony przez władze Serie A, po tym jak w jego organiźmie wykryto zakazane substancje. Ponoć w ograniźmie piłkarza znalazły się po zażyciu przez niego kupionych w Rumunii tabletek odchudzających.

W mediach zawrzało, mówiło się o końcu kariery utalentowanego snajpera "Fiołków", gdyż okres dyskwalifikacji miał wynieść nawet cztery lata. Dziś emocje opadły, piłkarz złożył wyjaśnienia i nikt nie mówi już o czterech latach zawieszenia. Bardzo możliwe, że Rumun wróci na boiska Serie A jeszcze pod koniec tego sezonu!

Optymistycznie nastawiony do sprawy jest agent napastnika, Giovanni Becali.

"W moim odczuciu Adrian zostanie zdyskwalifikowany, ale to nie będzie okres dłuższy niż trzy, do czterech miesięcy" - przyznał w rozmowie z "Il Corriere dello Sport".

"Musimy teraz poczekać na końcowy werdykt włoskiego komitetu olimpijskiego. Mutu dostarczył pudełko tabletek, które zażywał. Ich etykieta zapewnia, że są w 100 procentach wykonane z naturalnych składników" - podkreślił Becali.

"To nie jest sprawa o morderstwo. Adrian popełnił błąd i rozumie tę pomyłkę, którą było nie zasięgnięcie rady lekarza przed wzięciem tabletek" - dodał menedżer Adriana Mutu. Decyzja w sprawie reprezentanta Rumunii ma być znana w ciągu najbliższych 15 dni.
sts

Smuda nie chce serii zwycięstw z kelnerami

- Wcale nie jestem z tego meczu zadowolony i spodziewam się, że jak jutro otworzę gazety, to będzie niejedna petarda - dowodził po meczu z Bułgarią selekcjoner Orłów Franciszek Smuda. - Mój zespół ma grać znacznie lepiej!
- Gra toczona była w trudnych warunkach boiskowych, a my sobie na nich dobrze poradziliśmy i zasłużenie wygraliśmy. Zważywszy na to, że nasz zespół dopiero raczkuje, a Bułgarzy mają już gotową, stabilną drużynę, z wyniku można być zadowolonym - podkreślał Smuda.

- Były różne momenty i lepsze i słabsze. Popełniliśmy parę prostych błędów, w sporej mierze wynikały one z nerwowości i stanu murawy - analizował Smuda. - Dlatego jakieś błędy w przyjęciu, czy niecelne podanie wynikające z nierówności na murawie można rozgrzeszyć. Gorzej, gdy komuś nie chciało się wrócić po stracie piłki. To od razu jest petarda!

- Nie chcę oceniać indywidualnie. Super zagrał Kuba, dobre momenty miał Lewandowski, ale i jeden i drugi może grać jeszcze dużo, dużo lepiej. Rozgrzeszam Kowalczyka za straty, ten chłopak jest dopiero w okresie przygotowań. Darek Dudka wypadł nieźle i nie ma co na niego narzekać. Ten chłopak ma problemy w klubie z załapaniem się do składu. Umówiłem się z nim, że musi to zmienić. Obiecał mi na nowy sezon znaleźć inny klub, w którym będzie regularnie występował. Jeśli dalej będzie siedział na ławie, to przestanę go powoływać - dodał selekcjoner.

Smuda nadal upiera się, że granatowe stroje Polaków mu nie przeszkadzają. - Te granatowe stroje za rok będą najdroższe na całym rynku! Brazylia czasem też gra na granatowo, a kibice na nią przychodzą. Ja chcę, żebyśmy ładnie grali i zwyciężali, a wtedy kibice będą przychodzić z ochotą na Nasze mecze i nikt nie będzie patrzył na to, czy koszulki mamy białe, czerwone, czyste, czy brudne - podkreślał. Gdy dziennikarze upierali się, że reprezentacja narodowa powinna występować w barwach narodowych "Franz" zrobił krok w tył: - To pytanie jest dobre, w tych strojach będziemy grać na wyjazdach z drużynami takimi jak Dania, Chorwacja, Serbia, Austria, gdy biało-czerwone by się zlewały z ich domowymi koszulkami.

Zapytany o to, czy to był najlepszy występ reprezentacji za jego kadencji Smuda odparł: - Ja wymagam od tej drużyny, by grała dużo lepiej! Mnie nie interesują serie zwycięstw z kelnerami. Tak jak dawniej liczyło się, że mamy 13 zwycięstw z rzędu, ale z kim? Z Albanią, Armenią, Azerbejdżanem, San Marino! Mnie to nie bawi! Mamy walczyć i próbować pokonywać najlepszych - mówił podniesionym głosem Franciszek Smuda.
Fortuna

Gościnni Niemcy, owacja dla Maradony

Francja przegrała w St. Denis pod Paryżem z Hiszpanią 0-2, a Niemcy uległy w Monachium Argentynie 0-1 w najciekawszych środowych piłkarskich meczach towarzyskich. Formę sprawdziła większość uczestników mistrzostw świata w RPA.


W Monachium świetną strzelecką dyspozycję z ligi hiszpańskiej potwierdził Gonzalo Higuain, który w doliczonym przez sędziego czasie do pierwszej połowy meczu zdobył jedyną bramkę. W barwach Realu Madryt w Primera Division uzyskał w tym sezonie już 16 goli.

Największą owację ponad 65 tys. kibiców zgotowało jednak szkoleniowcowi gości Diego Maradonie. "Mam drużynę, która po 24 latach znowu może zapewnić Argentynie tytuł mistrzowski. Zanim pojedziemy do RPA, będziemy jeszcze lepsi" - podkreślił Maradona.

"Przegraliśmy ze świetnym zespołem, którego niemal każdy atak był groźny. Takie testy muszą zaprocentować na mundialu w RPA" - przyznał pomocnik reprezentacji Niemiec Bastian Schweinsteiger.

Dziewiąte kolejne zwycięstwo, ale pierwsze od 42 lat we Francji odnieśli piłkarze Hiszpanii. W pierwszej połowie gole dla mistrzów Europy zdobyli David Villa (36. trafienie w kadrze) i Sergio Ramos. Przez większą część spotkania miejscowi kibice skupiali się na nakłanianiu do rezygnacji selekcjonera Ryamonda Domenecha.

Trener "Trójkolorowych" po meczu powiedział- "Hiszpania potwierdziła dziś, że jest jednym z faworytów mundialu".

W bramce gości po raz 102. w karierze zagrał Iker Casillas, który wyrównał osiągnięcie Raula Gonzaleza. Wspólnie zajmują drugie miejsce w klasyfikacji wszech czasów, której liderem jest inny bramkarz, Andoni Zubizaretta - 126 spotkań w reprezentacji.

Przez pierwszą połowę na niespodziankę zanosiło się w meczu Anglii z Egiptem. Ekipa Fabio Capello przegrywała 0-1, ale po przerwie zdobyła trzy bramki, z czego dwie były autorstwa rezerwowego Petera Corucha.

Włosi, którzy w RPA bronić będą tytułu, zremisowali w Monte Carlo z Kamerunem 0-0, w obecności stu tysięcy widzów w Algierze Algieria uległa Serbii 0-3.

Górnik Zabrze: Wiele zmian, a cel ten sam

Zabrzański Górnik przystąpi do wiosennych meczów pierwszej ligi z nowymi piłkarzami, trenerem i zarządem. Cel pozostaje niezmienny - powrót do ekstraklasy.


W poprzednim sezonie klub, mimo stabilnej sytuacji finansowej, wzmocnień dokonanych zimą i Henrykiem Kasperczakiem na ławce trenerskiej, spadł z ekstraklasy. Był to cios dla kibiców i właściciela klubu - firmy Allianz Polska, szczycącej się "wspieraniem najlepszych w drodze na szczyt".

Kasperczaka zastąpił Ryszard Komornicki, ale w grudniu został zmieniony przez Adama Nawałkę, ściągniętego z GKS Katowice. Szkoleniowiec zyskał tam miano "cudotwórcy", bowiem borykający się z problemami finansowymi zespół zdobył jesienią tylko punkt mniej od Górnika.

Klubem kieruje od 1 marca 34-letni prezes Łukasz Mazur. Jak sam przyznał, zajmował się dotąd doradztwem podatkowym. Za stronę sportową ma odpowiadać nowy dyrektor, który powinien zostać zatrudniony na początku kwietnia. "Szkoda nam wszystkim było spadku z ekstraklasy. To było bardzo trudne przeżycie. Teraz cel jest jeden - powrót. Piłkarze zapowiedzieli walkę ido końca rundy i myślę, że damy radę awansować" - powiedział szef rady nadzorczej klubu Michael Mueller.

Podopieczni trenera Nawałki nie będą mogli liczyć wiosną na wsparcie kilkunastotysięcznej widowni. Z racji prowadzonych na stadionie prac modernizacyjnych na trybunach będzie mogło zasiąść najwyżej siedem tysięcy widzów.

Trener będzie mógł wiosną skorzystać z dwóch leczących jesienią kontuzje zawodników - obrońcy Adama Banasia i napastnika Tomasza Zahorskiego. Oprócz nich, do kadry zespołu dołączyli: bramkarz Jakub Szmatuła (Piast Gliwice), obrońca Mateusz Kamiński (GKS Katowice), pomocnicy: Dawid Gajewski (Rozwój Katowice), Mateusz Kantor (Wisłoka Dębica), Słowak Vladimir Balat (MSK Żylina), Marcin Wodecki (Odra Wodzisław), Konrad Cebula (Cracovia) oraz napastnik Adrian Świątek (ŁKS Łódź).

Odeszli z klubu bramkarz Czech Michal Vaclavik, litewski obrońca Tadas Papeckys, pomocnicy Mariusz Dzienis i Piotr Madejski oraz bośniacki napastnicy Ensar Arifovic i Dawid Jarka.

Zabrzanie przygotowywali się zimą m.in. na zgrupowaniu w Turcji. Rozegrali aż 17 sparingów. Wyniki: Górnik - Rozwój Katowice 1:2, Górnik - GKS Tychy 1:1 i 5:1, Górnik - Odra Wodzisław 4:1, Górnik - Jarota Jarocin 2:0, Górnik - Ślęza Wrocław 2:1, Górnik - Korona Kielce 2:2, Górnik - Polonia Bytom (Młoda Ekstraklasa) 1:1, Górnik - Śląsk Wrocław 1:0, Górnik - ACS Sageata Stejaru (Rumunia) 0:1, Górnik - Banik Ostrawa (Czechy) 0:0, Górnik - Arsenał Kijów (Ukraina) 1:1, Górnik - Żetisu Tałdykorgan (Kazachstan) 1:3, Górnik - Helios Charków (Ukraina) 2:1, Górnik - FK Homel (Białoruś)0:1, Górnik - Wołyń Łuck (Ukraina) 2:0, Górnik - Piast Gliwice (ME) 4:1.

Ratunek dla ŁKS-u przyszedł w ostatniej chwili

Jeszcze w połowie lutego wydawało się, że piłkarze ŁKS-u po zimowej przerwie nie przystąpią do pierwszoligowych rozgrywek. Dwa tygodnie później w klubie mówi się już o powrocie do ekstraklasy. Taki cel wyznaczyli sobie zawodnicy i działacze.
Od wielu lat każda przerwa w rozgrywkach przynosiła w ŁKS wiele zaskakujących wydarzeń i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Nie inaczej było tej zimy.

"To specyficzny klub. Jest nerwówka. Nie ma tygodnia, żeby się coś nie działo. Dlatego nowi zawodnicy są wprowadzani do drużyny przeze mnie. Muszę ich uświadamiać, aby nie doznali szoku" - tak specyfikę ŁKS przedstawiał w jednym z wywiadów bramkarz Bogusław Wyparło.

Ulubieniec kibiców ŁKS wielokrotnie mówił, że "wieczny bałagan" w klubie mu się podoba i nie zamierza szukać innego pracodawcy. Tym razem nawet "Bodzio W." był jednak przygotowany na to, że będzie musiał opuścić Łódź.

"W pewnym momencie wszyscy myśleliśmy, że to już koniec. Usiedliśmy w szatni i zastanawialiśmy się, co dalej robić. Wszystko wskazywało na to, że klub przestanie istnieć. Ratunek przyszedł w ostatniej chwili" - przyznał Wyparło.

Łódzcy radni w połowie lutego odmówili dokapitalizowania ŁKS PSS, spółki, którą miasto powołało pod koniec grudnia po to, by przejąć piłkarską sekcję od zadłużonego ŁKS Sportowa Spółka Akcyjna i zająć jej miejsce w rozgrywkach ligowych.

Prezes ŁKS PSS Dariusz Gałązka chciał, by radni wyrazili zgodę na dokapitalizowanie klubu kwotą 3,6 mln złotych, co pozwoliłoby dokończyć rozgrywki. Radni nie zgodzili się na takie rozwiązanie. Po tej decyzji Gałązka wycofał z Łódzkiego Związku Piłki Nożnej wniosek o przyjęcie spółki w poczet jego członków.

Kilka dni po tej niekorzystnej dla piłkarzy decyzji w klubie pojawił się inwestor, który w marcu ma przejąć od miasta udziały w ŁKS PSS. Wcześniej dobrodziej, którego nazwa utrzymywana jest w tajemnicy, podpisał z miastem umowę pożyczki w wysokości 3,6 mln złotych.

Pożyczka była niezbędna, by można było ponownie rozpocząć procedury związane z przyjęciem miejskiej spółki w poczet członków ŁZPN i PZPN. Uchwały w tej sprawie prezes ŁZPN Edward Potok podpisał 24 marca. Jego zdaniem, nie ma już formalnych przeszkód, by ŁKS PSS zajął w rozgrywkach miejsce ŁKS SSA.

Zawirowania organizacyjne miały duży wpływ na przygotowania zespołu do rundy wiosennej. Trener Grzegorz Wesołowski chciał, by zespół wyjechał na dwa zgrupowania, jednak skończyło się na jednym. Zapisze się ono jednak w historii klubu. Po dwóch dniach pobytu w Zakopanem piłkarze postanowili wrócić do Łodzi, gdyż nie otrzymali obiecanych wcześniej wypłat. Protest okazał się na tyle skuteczny, że zawodnicy dostali część zaległych pieniędzy i podpisali nowe umowy z klubem. Później wrócili w Tatry.

Z powodów finansowych zespół nie wyjechał na planowany wcześniej obóz w Turcji i przygotowywał się na własnych obiektach, trenując i grając w hali lub na sztucznej murawie. Treningi dodatkowo utrudniała pogoda, która uniemożliwiła m.in. rozegranie sparingu z PGE GKS Bełchatów. Nie doszedł też do skutku mecz z Sandecją Nowy Sącz.

Mimo tych problemów, ŁKS zimą wzmocnił się. Co prawda z zespołu odeszło trzech graczy z podstawowego składu: napastnik Adrian Świątek (Górnik Zabrze), pomocnik Krzysztof Mączyński (powrót do Wisły Kraków) i obrońca Piotr Klepczarek (Jagiellonia Białystok), jednak w ich miejsce pozyskano pięciu nowych, doświadczonych piłkarzy.

Z Zabrza do Łodzi przeniósł się Piotr Madejski, z Zagłębia Lubin przyszli Piotr Świerczewski i Dariusz Jackiewicz, z Ruchu Chorzów Słowak Pavol Balaz, a z Jagiellonii Vahan Gevorgian.

Nowi zawodnicy mają pomóc drużynie awansować z trzeciego miejsca na jedną z dwóch lokat gwarantujących awans do ekstraklasy. Piłkarze ŁKS są przekonani, że mimo licznych zawirowań w trakcie przerwy zimowej uda im się ten cel zrealizować.

"Wielu z nas skończyło już 35 lat, więc jesteśmy na tyle doświadczonym zespołem, że wiemy, co trzeba robić, by być w takiej formie, która zapewni nam awans" - powiedział Wyparło.

Wyniki sparingów: Orzeł Myślenice 9:0, Dalin Myślenice 5:0, Sokół Aleksandrów Łódzki 1:2, Kolejarz Stróże 4:0, Dolcan Ząbki 1:3.

Legia szykuje rewolucję kadrową

Legia Warszawa w zimowym oknie transferowym pozyskała tylko jednego zawodnika, Chińczyka Donga Fangzhuo. Dyrektor sportowy Mirosław Trzeciak zapowiedział jednak, że w lecie czeka zespół rewolucja kadrowa.


"Dziewięciu zawodnikom w czerwcu kończą się kontrakty i nie jest tajemnicą, że wielu z nich opuści Łazienkowską. Znajdą się więc środki, aby taka rewolucja nastąpiła" - powiedział Trzeciak, cytowany przez oficjalną internetową stronę klubu legia.com.

Warszawianie zimą myśleli o większych wzmocnieniach, ale nie udało im się dogadać z innymi klubami. Legia bardzo chciała m.in. pozyskać defensywnego pomocnika Ivicę Vrdoljaka, jednak bez efektu. "Kiedy dogadaliśmy się z piłkarzem, wówczas Dynamo Zagrzeb zażądało bardzo wysokiej kwoty. Bardzo tego żałujemy, ponieważ Ivica byłby sercem i liderem Legii" - mówił Trzeciak.

"W sumie mieliśmy trzy przypadki, w których kluby nie zgodziły się na transfery zawodników w styczniu, ponieważ oni byli im bardzo potrzebni. Mamy jednak ustalone warunki na czerwiec, m.in. taka jest sytuacja z pozycją defensywnego pomocnika, który jest reprezentantem kraju i nie mam tutaj na myśli Vrdoljaka. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że trafi do nas latem" - zakończył dyrektor sportowy Legii.

Warunkowa licencja dla trenera Zagłębia

Komisja Kształcenia i Licencjonowania Trenerów PZPN przyznała w środę warunkową licencję umożliwiającą prowadzenie drużyn w piłkarskiej ekstraklasie trenerowi KGHM Zagłębie Lubin Markowi Bajorowi.


Jak poinformował rzecznik prasowy klubu Wacław Wachnik, licencja została przyznana na okres sześciu tygodni. Po upływie tego terminu zarząd klubu będzie wnioskował o przedłużenie warunkowego pozwolenia.

Bajor przyznał, że jest bardzo zadowolony z decyzji komisji, a otrzymanie warunkowej licencji było jedynym rozwiązaniem, które wchodziło w grę.

"Nie mam wymaganej licencji, a właściwy kurs trenerski rozpoczyna się dopiero we wrześniu. Cieszę się, ale nie zastanawiam się co będzie za sześć tygodni, tylko koncentruję się na pracy z drużyną" - dodał szkoleniowiec.

Bajor na stanowisku trenera lubinian zastąpił w grudniu 2009 r. Franciszka Smudę, który objął stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski. Po raz pierwszy, jeszcze bez warunkowej licencji, poprowadził "Miedziowych" w niedzielnym meczu z Piastem Gliwice (1-1).

Wdowczyk złożył zeznania w procesie Korony

Były reprezentant kraju w piłce nożnej, trener Kolportera Korony Kielce Dariusz Wdowczyk zeznawał we wtorek jako pierwszy świadek w procesie o korupcję w kieleckim klubie.


Wdowczyk był jednym z 29 oskarżonych w związku z korupcją w Koronie, którzy podczas postępowania przygotowawczego przyznali się do winy i zdecydowali o dobrowolnym poddaniu się karze.

Sprawa dotyczy sezonu piłkarskiego 2003/04, kiedy drużyna walczyła o awans do drugiej ligi. Oskarżono w sumie 43 osoby: trenerów, działaczy, piłkarzy, sędziów i obserwatorów PZPN. Wszyscy zostali oskarżeni o przyjmowanie łapówek oraz o korumpowanie i usiłowanie korumpowania arbitrów, obserwatorów i zawodników drużyn rywalizujących z Koroną w lidze.

Wdowczyk zeznał, że cała sprawa zaczęła się od spotkania w jego warszawskim mieszkaniu - na początku rundy wiosennej 2004 r. Uczestniczyli w nim: drugi trener Korony Andrzej W., syn b. trenera piłkarskiej reprezentacji Polski Jerzy Engel junior i Andrzej B. Wcześniej Engel miał rozmawiać z Wdowczykiem o problemach Korony w awansie do wyższej klasy rozgrywkowej. Miał powiedzieć Wdowczykowi, że zna osobę, która może pomóc Koronie w awansie. Tą osobą był trener Andrzej B., który "miał mieć dojścia do sędziów".

Na spotkaniu rozmawiano o terminarzu rozgrywek, nie zapadły na nim żadne wiążące decyzje. Dopiero kiedy Wdowczyk przedstawił propozycję "ustawiania" meczów piłkarzom z rady drużyny Kolportera, a oni ją zaakceptowali, zdecydował się na współpracę z B. Trener nie podał zawodnikom nazwiska osoby, która miała "pomóc" drużynie w awansie.

- Mieliśmy najlepszy zespół w lidze, ale wiele meczów na jesieni nie było prowadzonych fair - powiedział były trener Kolportera. Według Wdowczyka, zawodnicy i on czuli, że będzie trudno awansować, bo arbitrzy często sędziowali przeciw Koronie i że "nowy sponsor klubu i nowy trener" nie wystarczą do awansu z III ligi.

Zawodnicy składali się przed meczami na określone kwoty; obaj trenerzy drużyny zakładali za zawodników, którzy byli w trudnej sytuacji finansowej. Pieniądze zbierał jeden z piłkarzy, potem trafiały one do trenera, ten przekazywał je Andrzejowi B., ten z kolei sędziom i obserwatorom. Wdowczyk zeznał, że były przypadki, kiedy pieniądze trafiły nie do niego, a do Andrzeja W. i kierownika drużyny, Pawła W.

Jak powiedział były trener, starano się, aby młodzi zawodnicy nie brali udziału w składkach, by nie dowiedzieli się o całym procederze. Pieniądze dawali piłkarze, którzy grali w pierwszym składzie konkretnego meczu, rezerwowi przekazywali mniejsze kwoty.

Wdowczyk przyznał w sądzie, że po awansie Korony do II ligi przekazał Andrzejowi B. 30 tys. zł.

Kiedy Wdowczyk zaczął pracę w Koronie, był trenerem od czterech lat. Trenował wcześniej trzy drużyny z ekstraklasy i - jak mówił na rozprawie - nigdy nie spotkał się bezpośrednio z korupcją w rozgrywkach piłkarskich. Wcześniej jedyne sygnały o sytuacjach korupcyjnych w polskiej piłce docierały do niego z mediów, gdy pracował za granicą.

We wrześniu ubiegłego roku kielecki sąd skazał byłego trenera Korony na karę trzech lat więzienia w zawieszeniu na pięć lat i grzywnę w wysokości 100 tys. zł. Sąd orzekł także wobec Wdowczyka zakaz zajmowania stanowisk związanych z organizowaniem profesjonalnych zawodów sportowych przez trzy lata.

Na ławie oskarżonych w procesie zasiada 14 osób, które nie przyznały się do winy. Poza Andrzejem B. i Jerzym Engelem juniorem to: trzech b. piłkarzy Korony, czterech sędziów piłkarskich i pięciu obserwatorów PZPN.

Dariusz Wdowczyk i Jerzy Engel junior zgodzili się na podawanie swoich danych osobowych.

Kolejną rozprawę procesu sąd zaplanował na 23 marca.

Burkhardt może grać w Jagiellonii

Wydział Gier PZPN wydał we wtorek zgodę na występy w barwach Jagiellonii Białystok Marcina Burkhardta, wypożyczonego na pół roku z ukraińskiego zespołu Metalista Charków - poinformowała rzeczniczka klubu Agnieszka Syczewska.

Zgoda była potrzebna, bowiem Jagiellonia Białystok jest już trzecim klubem Burkhardta od lipca 2009 roku, czyli w jednym sezonie. Przepisy nie zezwalają na taką sytuację, za wyjątkiem gry w różnych systemach rozgrywek.

Na to powołała się Jagiellonia, gdyż piłkarz przed grą na Ukrainie występował w IFK Norrkoeping. W lidze szwedzkiej rozgrywki prowadzone są systemem wiosna-jesień, zaś w ukraińskiej, podobnie jak w polskiej jesień-wiosna. Zatwierdzony do gry zawodnik może być do dyspozycji trenera Michała Probierza już w najbliższym meczu we Wrocławiu ze Śląskiem.

Jagiellonia ma też innego piłkarza w podobnej sytuacji, Czarnogórca Mladena Kascelana. W jednym sezonie grał on bowiem w dwóch klubach - ŁKS Łódź i Karpatach Lwów.

Jagiellonia zwróciła się do FIFA z wyjaśnieniem, że Kascelan, grając w Białymstoku, występowałby w innej klasie rozgrywkowej, niż dotąd, na dodatek w innym kraju. Klub argumentuje też, że dwie wcześniejsze umowy piłkarz rozwiązywał z powodu trudności finansowych tych zespołów.